Subskrybuje zawartość


Nasze zdjęcia!


Sztolnia Drei Brüder po raz kolejny

Sztolnię Drei Brüder (podnóże Gór Izerskich) znamy już od kilku lat. Znajduje się tam duża komora wyrobiskowa, której dolne poziomy są zalane. Stwarza to interesujące możliwości dla nurkowania jaskiniowego. Pierwsze nurkowania przeprowadziliśmy tu w 1999 roku. Poznaliśmy wtedy dolny poziom na -7m, zachodnią część komory oraz trawers do wschodniego szybu.

Na planie, który uzupełniamy po każdym nurkowaniu, pozostał jeszcze jeden znak zapytania. We wschodnim szybie na głębokości 2-3 metry miały znajdować się wejścia do bocznych chodników. Osoby, które tam nurkowały przedstawiały sprzeczne relacje. Niektórzy twierdzili, że nic tam nie ma. Inni zaś, że korytarz jest zawalony deskami i nie da się tam wpłynąć. Aby ostatecznie rozwiać te wątpliwości zaplanowaliśmy, we wrześniu 2001 roku, nurkowanie poświęcone penetracji tej części komory wydobywczej. W nurkowaniu wzięli udział Wiktor Bolek i Włodzimierz Szymanowski. W transporcie pomogli Maciej Czykierda i Mirosław Kopertowski.

Przekrój sztolni Drei Brüder
Przekrój sztolni Drei Brüder

Tuż po wejściu do wody stwierdziłem, że popełniłem błąd. Niestety miałem płetwy na nogach. Spąg i ściany w zalanych przestrzeniach tej sztolni są pokryte grubą warstwą luźnego błota. Wykonanie jakiegokolwiek ruchu powoduje wzbijanie osadów i natychmiastową utratę widoczności. Płetwy jeszcze pogarszały tę sytuację, nawet jeżeli nie wykonywało się nimi żadnych celowych ruchów. Gdy znalazłem się na dnie szybu otaczała mnie brązowa, nieprzeźroczysta "kawa". Starałem się przypomnieć sobie przestrzenną konfigurację sztolni. Chodziło bowiem o to, by do wschodniego ciągu przecisnąć się pod właściwą belką - tam gdzie przestrzeń jest największa. Prawidłowe poprowadzenie poręczówki umożliwi bezpieczny powrót. Po obmacaniu kilku miejsc stwierdziłem, że chyba znalazłem to, co trzeba. Uniosłem się z dna lekko odbijając się palcem od ściany. Popłynąłem naprzód. Dalej otaczała mnie brunatna mgła. Nagle przeżyłem szok. Przepłynąłem przez granicę zmąconej wody. Moja głowa znajdowała się już w krystalicznie czystej toni, podczas gdy reszta ciała powoli wypływała z brudnego tumanu. Mogłem obserwować wszystkie szczegóły chodnika. Nachylenie ścian, poziome belki między którymi musiałem przepłynąć. Starałem się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które mogły być przydatne podczas powrotu. Przez ten czas obszar zmąconej wody powoli się przesuwał się do przodu. Delikatnie odpychając się palcami od ściany popłynąłem w kierunku wschodniego szybu. Po dopłynięciu na miejsce zacząłem się wynurzać. Otaczała mnie krystalicznie czysta woda, ale z tyłu pełzł za mną brunatny tuman, przez który będzie wiodła droga powrotu. Na głębokości 3m znalazłem się na poziomie jednego z chodników. Po stronie wschodniej nie było stropu. Spąg był bezpośrednio pod lustrem wody. Było tu po prostu głębokie jeziorko kończące w tym miejscu komorę wydobywczą. Po stronie zachodniej korytarz wyglądał bardziej interesująco. Był tu kolejny poziom komory wydobywczej, której strop stanowiły belki i zaklinowane kamienie. Niektóre belki przegradzały korytarz, ale można było między nimi przepłynąć. Było dosyć ciasno. Przez cały czas ocierałem się butlami o strop. W ten sposób pokonałem kilka metrów. Dalej przestrzeń między belkami i kamieniami stawała się zbyt wąska, aby się tam przedostać. Postanowiłem zawrócić. Niestety nie było na tyle miejsca, abym mógł się obrócić. Musiałem wracać nogami do przodu, a w takiej sytuacji płetwy są koszmarnym utrudnieniem. Co chwila wchodziły między belki i kamienie. Po omacku wyciągałem je i wyszukiwałem nogami najszerszą przestrzeń. Nie było to zbyt trudne - ale miałem świadomość, że każdy ruch płetwą kompletnie psuje widoczność. W pewnym momencie przestrzeń wokół mnie poszerzyła się gwałtownie. Ponownie wpłynąłem do szybu, lecz z krystalicznie czystej wody nie pozostało już nic. Widoczność była zerowa. Drogę powrotu wyznaczała jedynie linka z kołowrotka. Miałem nadzieję, że dobrze ułożyła się między belkami i nie będzie problemów z powrotem. Rozpocząłem powoli zwijanie linki na kołowrotek. Jednocześnie odpychałem się lekko od ścian. W pewnym momencie linka zakręcała wokół belki i biegła do góry. Zapewne znalazłem się na dnie szybu wejściowego. Podczas mojej nieobecności w tym miejscu, wzbudzony przeze mnie wcześniej osad nieco opadł na dno, co spowodowało, że widoczność poprawiła się osiągając w porywach 30-40cm. Powoli ruszyłem do góry. Po wynurzeniu odetchnąłem z lekką ulgą.

W kolejnym nurkowaniu Włodek miał spenetrować zachodnią część komory. Jednak dno szybu wejściowego było tak zmącone, że nie udało mu się znaleźć właściwego przejścia.

Plan tej sztolni uzupełniliśmy o kolejny dostępny poziom we wschodniej części. Należy uznać, że wszystkie zalane przestrzenie są już uwzględnione na planie. Nurkowanie w tej sztolni należy do trudniejszych ze względu na łatwe mącenie się wody. Jednak przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności można tu zwiedzić sporo zalanych przestrzeni.

Autor tekstu i szkicu: Wiktor Bolek


 

Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
 
Początek strony