Subskrybuje zawartość


Nasze zdjęcia!


Sztolnia w Dzikowcu - maj 2003

Sztolnię w Dzikowcu (Góry Sowie) znaliśmy od dawna. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych nurkował tam Michał Stajszczyk z kolegami. Sztolnia składa się głównie z jednej wielkiej komory wyrobiskowej, do której prowadzi osypujący się lej o kilkunastometrowej głębokości. Na dnie komory znajdują się dwa duże, głębokie na kilka metrów jeziorka. Jednak w żadnym z nich nie ma korytarzy czy wnęk prowadzących pod strop. Przy uważniejszej penetracji można jeszcze dostrzec pod południową ścianą komory niepozorną kałużę, która nie łączy się ze wspomnianymi jeziorkami. Uwagę przykuwa krystaliczna czystość wody. Po dokładnym obejrzeniu okazuje się, że po pokonaniu zacisku na dnie tej kałuży można się przedostać do poziomego, zalanego pod strop, korytarza.

Właśnie w tym korytarzu Michał nurkował ponad 10 lat temu. Przekrój chodnika wynosił około 1.5 x 1 m. Michał płynął z liną podawaną z powierzchni. Pokonał w ten sposób odcinek 40m, bo taką długość miała lina. Według relacji Michała korytarz zwężał się coraz bardziej, tak że mógł było się odwrócić. Musiał wracać nogami do przodu. Woda bardzo łatwo mąciła się. Powrót odbywał się przy kompletnym braku widoczności.

Przez wiele kolejnych lat problem korytarza w niepozornej kałuży leżał odłogiem. Nurkowaliśmy przede wszystkim w studniach fortu srebrnogórskiego i w innych łatwo dostępnych sztolniach. W sytuacji, gdy wszystkie pozostałe problemy rozwiązano, powróciliśmy do Dzikowca w maju 2003. W wyjeździe wzięli udział : Wiktor Bolek, Michał Gignal, Szymon Kostka, Maciej Mieszkowski, Michał Stajszczyk oraz Gosia.

Na podstawie relacji z poprzedniego nurkowania wynikało, że korytarz jest ciasny, ale biegnie prosto, a woda mąci się bardzo szybko. W takich warunkach postanowiliśmy nie poręczować z kołowrotka za pomocą cienkiej linki, tylko podawać nurkowi z powierzchni grubą 10 mm linę. Tym razem mieliśmy dłuższą 50m linę.

Michał Gignal szykuje się do nurkowania
Michał Gignal szykuje się do nurkowania

Jako pierwszy zanurzył się Michał Gignal. Szybko wybierał linę i został powstrzymany przez jej koniec. Trzykrotnym szarpnięciem zasygnalizował, że wraca. Po wynurzeniu powiedział, że korytarz kontynuuje się dalej. Jest stosunkowo wąski, ale można się w nim obrócić. Woda mąciła się bardzo szybko. W drodze powrotnej widoczność wynosiła zaledwie 10 cm. Maksymalna głębokość, jaką zarejestrował komputer, wynosiła 1.4m. Korytarz był prosty. W pewnym momencie w chodniku była komora powietrzna, tak że można było wystawić głowę nad powierzchnię. Jednak Michał nie odważył się oddychać tym powietrzem.

Michał Stajszczyk jako asekurant
Michał Stajszczyk jako asekurant

W kolejnym nurkowaniu miałem dopłynąć dalej. Niestety tym razem warunki były o tyle gorsze, że woda była zmącona już od samego początku. Do poprzedniej liny dowiązaliśmy jeszcze dodatkowe 30m. Wszedłem do brązowej wody. Leżąc w kałuży przy zerowej widoczności czułem jak kask z latarkami nie mieści się w zacisku. Dopiero po chwili udało mi się go przełożyć na drugą stronę. Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że reszta mojego ciała i butle przeszły przez zacisk bez problemu. Wpłynąłem na nieco szersze wody korytarza. Był na tyle wąski, że swobodnie odpychałem się od ścian. Musiałem jednak walczyć z dodatnią pływalnością. Wymagało to silnego opychania się od stropu. Przy sporym wysiłku posuwałem się szybko naprzód. Widoczność była słaba - z ledwością mogłem odczytywać wskazania manometrów. Automaty zmieniałem na wyczucie. Nie mogłem się doczekać aż przepłynę za miejsce, w którym był Michał. Dalej powinna być już klarowna woda. Widoczność nieznacznie poprawiła się. Dochodziła już do pół metra. Ale nie mogłem już dalej ciągnąć liny. Czyżbym już doszedł do końca dowiązanego odcinka? Szarpnąłem parę razy ale bez rezultatu. Zmącona woda musiała się szybko przemieścić do przodu i całe nurkowanie miałem w złej widoczności. Zacząłem powrót. Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że nikt z powierzchni nie wybiera luzu na linie. Zacząłem ją buchtować do ręki. Dopiero po chwili luz został wybrany. W pewnym momencie poczułem, że muszę być blisko powierzchni. Lina wchodziła w cisną szczelinę w stropie. Najtrudniej było przełożyć kask, a po chwili byłem już na powierzchni.

Wiktor Bolek przed nurkowaniem
Wiktor Bolek przed nurkowaniem

Koledzy powiedzieli mi, że byłem jedynie dwa metry dalej niż Michał. Węzeł, którym dowiązano dodatkową linę musiał się zaklinować w korytarzu, co uniemożliwiło dalsze płynięcie. To był koniec eksploracji na ten dzień. Problem pozostał otwarty. Wrócimy tu niebawem - na pewno nieco inaczej przygotowani. Dużo wskazuje, że penetrowany chodnik jest korytarzem odwadniającym, który powinien mieć ujście po drugiej stronie góry. Czy tak jest na pewno - przekonamy się następnym razem.

[Więcej zdjęć...]
 

Wiktor Bolek


 

Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
 
Początek strony