Strona główna
Co nowego na Stronie ?
Ogloszenia
Podstawowe zasady nurkowania w jaskiniach
Informacje o Warsztatch Nurkowania Jaskiniowego
Opisy nurkowań w kraju
Wyprawy
Opisy wypadków
Kontakt
Linki
English articles
Grupa Nurków Jaskiniowych
Ratownictwo Nurkowo-Jaskiniowe




136



Do Francji po naukę

W ramach wymiany polsko-francuskiej trzy osoby z naszego kraju uczestniczyły w stażu nurkowania jaskiniowego w Espinieres - Orniac (Dordogne, Francja). W tym roku byli to Wiktor Bolek, Michał Stajszczyk (obaj SG KW Wrocław) oraz Krzysztof Starnawski (Speleoklub Warszawski). Staż trwał tydzień : od 29.07 do 04.08.1995.

Głównym bodźcem, który skłonił nas do wzięcia udziału w tym kursie, była chęć zobaczenia z bliska sprzętu i techniki nurkowania w jednym z przodujących ośrodków na świecie. Nurkowanie w jaskiniach jest skomplikowane technicznie, a do tego postęp w tej dziedzinie dokonuje się bardzo szybko. W Polsce ten sport uprawia zaledwie kilka osób i bez kontaktu ze światową czołówką trudno byłoby nam przyswoić sobie wiedzę li tylko z podręczników.

Byliśmy bardzo ciekawi "patentów", jakich będą używać˙nasi instruktorzy. Pierwszą rzeczą, która od razu rzuciła się nam w oczy, było to, że nie używali noży, a wręcz zabraniali nam ich używania podczas nurkowania. Było to w jawnej sprzeczności z naszym krajowym wyszkoleniem! Podręcznik pt.: "Nurkowanie" J. Mackego i in. nakazywał nawet zabieranie dwóch noży na nurkowanie w jaskini. Jednak Francuzi mieli o wiele doskonalsze rozwiązanie. Był nim mały, dający obsługiwać się jedną ręką sekatorek ! Przy czym mógł to być tylko pewien specjalny model - o jednym ostrzu tnącym na prostopadłej płaszczyźnie (tak jak nóż po stole, a nie jak nożyczki). Po kliku próbach sekatorek rzeczywiście okazywał się rewelacyjny. Do przecięcia linki wystarczyła tylko jedna ręka i tylko jeden ruch. Wykonanie tej samej czynności przy pomocy noża było bardziej skomplikowane - wymagało dwóch lub trzech rąk i kilkakrotnego przesuwania ostrzem po lince (trzech rąk - gdy trzeba trzymać linkę z dwóch stron, a trzecią ciąć po środku).

Poznaliśmy również wiele tajników konstrukcji kołowrotka, a zwłaszcza sposobów jego blokowania. Gdy Francuzi zobaczyli nasze kołowrotki w ich oczach pojawił się wyraz współczucia. Zdawali sobie sprawę, jak ciężko jest z czymś takim poręczować. Z mniej spektakularnych zasad należy wymienić mocowanie oświetlenia na kasku, zabieranie dwu niezależnych aparatów używanych naprzemiennie co 10 atm oraz coś co można nazwać "kulturą gumkową". Otóż wszyscy nasi instruktorzy kroili dętki samochodowe na paski o szerokości 1-2 cm i używali tak otrzymane gumki praktycznie do wszystkiego : do poręczowania, przyczepiania sprzętu, blokowania kołowrotka itd. Jednym słowem gumka pełniła taką funkcję, jak karabinek w tradycyjnym alpinizmie.

Każdego dnia wykonywaliśmy po jednym nurkowaniu. Jeden instruktor przypadał na jednego kursanta. Zanurzaliśmy się w miejscach odległych nie dalej niż kilkadziesiąt metrów od pozostawionego samochodu. Same syfony można określić mianem : wspaniałe. Przestronne korytarze - kilka metrów w przekroju, krystalicznie czysta i ciepła woda. W takich warunkach ćwiczyliśmy różne operacje : poręczowanie, szukanie zagubionej linki, wycinanie się z poręczówki, nurkowanie w oparciu o depozyty z butli.

Jednym z bardziej szokujących ćwiczeń (jeśli chodzi o wnioski) było awaryjne holowanie bezwładnego płetwonurka. Z przeprowadzonych prób wynikało, że ratującemu praktycznie nigdy nie wystarczy powietrza na dociągnięcie partnera do otworu, o ile nie dzieje się to podczas wcześniej przygotowanej akcji ratunkowej. Okazywało się, że cały proces holowania jest bardzo żmudny i czasochłonny. Instruktorzy uświadamiali nas, że w takim przypadku należy przede wszystkim zadbać o to, by nam samym starczyło powietrza, co w praktyce oznacza p o r z u c e n i e partnera. Dla potwierdzenia przytaczano statystykę, która mówiła, że w 90% takich przypadków są dwa trupy, chociaż mógłby być tylko jeden. Płetwonurek w jaskini musi być absolutnie niezależny, tak jakby jego partnerzy nie istnieli.

Oprócz doskonalenia techniki nurkowania w jaskiniach nawiązywaliśmy również kontakty towrzyskie, zwłaszcza z Philippem Moya, który był naszym tłumaczem. I jak należy oczekiwać, trzech płetwonurków francuskich przyjedzie na tegoroczny Obóz Sylwestrowy z zamiarem przeprowadzenia minikursu dla zainteresowanych. Rozmawialiśmy z Christianem Locatellim - przewodniczącym Komisji Nurkowania Podziemnego FFS i ratownikiem w zalanych jaskiniach. Christian był jednym z Francuzów, którzy w 1987 roku wyciągali zwłoki Petrujkicia z jaskini Bystrej. Opisywał to wydarzenie widziane z drugiej strony, dodając i wyjaśniając sporo szczegółów, które umknęły naszej prasie.

Trzeba dodać, że przez cały tydzień byliśmy karmieni francuskimi specjałami kulinarnymi. Do każdego posiłku dostawaliśmy winko, jako podstawowy napój. Dziwiło nas tylko, że po sutym obiadku zaraz udawaliśmy się na trudne nurkowanie.

Na zakończenie była oczywiście impreza. Jej styl znacznie różnił się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Przede wszystkim mnóstwo wykwintnego jedzenia (pasztecik z gęsich wątróbek), a poza tym spożywano głównie wino i w sumie nikt nie przyjął nadmiernej dawki alkoholu i nie było widać zawodników leżących pokotem pod stołem, bądź sposobiących się do wypuszczenia ptaka. Do swoistego folkloru należały solowe występy uczestników imprezy. Najpierw delikwent musiał publicznie okazać swoje nagie pośladki, po czym śpiewał piosenkę lub opowiadał skecz.

O brzasku następnego dnia opóściliśmy gościnne Espinieres-Orniac.

Wiktor Bolek


 

Copyright © 2004 Podkomisja Nurkowania Jaskiniowego KTJ PZA, ver. 5.4
 

Początek strony