Rumunia, październik 2002
We wrześniu 2002 odbyła się kolejna wyprawa nurkowa w rumuńskie góry Bihor. Głównym celem była eksploracja wywierzyska Izbucul de la Tauz. Przedsięwzięcie to podobnie jak poprzednie organizowane było przez Wiktora Bolka. Pierwotnie wyprawa planowana była na lato, ale z powodu trudności organizacyjnych przesunęła się na wrzesień, a Wiktor z powodu nagłych wydarzeń w swojej pracy musiał zrezygnować z wyjazdu. Ostatecznie w imprezie udział wzięli Maciej Czykierda, Mirosław Kopertowski (obaj SG Wrocław), Jarosław Niekludow, Rafał Garski (obaj Sopocki KTJ), oraz Andrzej Szerszeń (Speloklub Warszawski).

Mirek i Andrzej przed wyjazdem z Wrocławia
Na miejscu korzystaliśmy z uprzejmości Christiana Ciubotarescu i mieszkaliśmy w jego osobliwym domu od niepamiętnych czasów będącym w trakcie budowy. Mieliśmy tam pozostawione z poprzedniej wyprawy 4 duże butle przemysłowe z gazami do sporządzania mieszanin nurkowych. Niestety okazało się, że z jednej z nich, prawdopodobnie wskutek nieszczelności zaworu, uszedł tlen. Wobec czego dysponowaliśmy jedynie tlenem przywiezionym z Polski. Gaz ten wykorzystywany jest do dekompresji na najpłytszych (6 i 3 m) przystankach oraz do uzyskiwania nitroksu i trimiksu, wykorzystywanych na średnich i dużych głębokościach. W zaistniałej sytuacji musieliśmy ograniczyć nieco plan naszych głębokich nurkowań w Tauz, ale dzięki temu mieliśmy czas na przeprowadzenie rekonesansu w dwóch innych miejscach.
Jak zwykle przywieźliśmy ze sobą całe niezbędne zaplecze począwszy od instalacji elektrycznej, a na komputerze PC skończywszy. Wszystkie te rzeczy oraz sprzęt nurkowy zostały przetransportowane niezawodnym busem niezawodnego Grześka Jabłońskiego, który podobnie jak Wiktor, zajęty sprawami zawodowymi nie mógł uczestniczyć w wyprawie.
W dniu przyjazdu, w wyniku wcześniejszych opadów, prąd wody wypływającej z wywierzyska Izbucul de la Tauz był bardzo silny, a jej przejrzystość bardzo mała. Na szczęście z dnia na dzień warunki poprawiały się. Podczas pierwszego dnia nurkowań poprawiliśmy stan oporęczowania do głębokości 45 m. Takie wstępne nurkowanie było również niezbędnym przygotowaniem do dalszych, trudniejszych akcji. W kolejnych dniach przez Mirka, Maćka i Andrzeja prowadzone były coraz głębsze nurkowania, podczas których poprawiane było istniejące oporęczowanie. Było ono uszkodzone w wielu miejscach przez silny prąd wody, między innymi kołowrotek pozostawiony przez Wiktora na 85 m, został znaleziony na 60 m. Na głębokości 75 m istniejące oporęczowanie kończyło się. Ostatecznie Andrzej osiągnął poziomy korytarz na 85 m i przepłynął nim około 30 m. Daje to pewien postęp w eksploracji. Dokładne pomiary nie były możliwe ze względu na brak odniesienia względem istniejącej poręczówki.

Andrzej przed nurkowaniem w Tauz
W tych dniach kiedy pozostała część zespołu działała w Tauz, Jarek i Rafał prowadzili nurkowania w Cotetul Dobrestilor.
Pierwszym miejscem, w którym przeprowadzony został rekonesans nurkowy, jest wywierzysko Galbenei. System Cetatile Ponorului - Izbucul Galbenei położony jest w rejonie krasowym Padis. Dotarcie tam wymaga kilkunastokilometrowej jazdy gruntowymi drogami, a następnie około godzinnego pieszego transportu, miejscami w wodzie sięgającej pasa. Wywierzysko Galbenei polożone jest około 2 km w prostej linii od ponoru (wchłonu) Cetatile Ponorului. Z uzyskanych informacji wynika, że nurkowie węgierscy prowadzili tam działalność 10 lat temu. System tworzy ciąg syfonów a drogę utrudniają znajdujące się tam pnie drzew. Informacje mówią tylko o jednej wyprawie i nie zawierają zbyt wielu szczegółów.

Mirek w drodze powrotnej z wywierzyska Galbanei

Plan I syfonu wywierzyska Galbanei
Mirek, wspomagany w transporcie przez Rafała, przeprowadził rozpoznawcze nurkowanie. Wejście do syfonu znajduje się w jeziorku o średnicy około 4 m, z którego woda przelewa się tworząc niewielką kaskadę. W syfonie który rozwija się w kierunku wschodnim przepłynął on około 60 m osiągając głębokość 13 m. Na dnie zalega żwir. Mirek ograniczony był zapasem powietrza, korzystał z dwóch czterolitrowych butli. Syfon jest obszerny i warunki nurkowania dobre, co zachęca do powrotu w to miejsce i do dalszych nurkowań. Mirek nie znalazł żadnych śladów oporęczowania pozostawionego przez poprzedników.

Maciek w jeziorku wejściowym do pierwszego syfonu w Biserica Scoachii
Drugim, nowym dla nas miejscem, jest jaskinia Biserica Scoachii, znajdująca się w dolinie Ponoras. Znacznych rozmiarów otwór położony jest tuż koło drogi. Obszerny korytarz o równym spągu po niecałej minucie drogi doprowadza do miejsca, w którym słychać szum przepływającej wody dochodzący z niewielkiego otworu w jednej z bocznych ścian. Wchodząc weń, po kilku metrach napotyka się wodę wypływającą z syfonu i ginącą dalej w szczelinie.
Z ustnych relacji wynika, że nurkowanie było tu niegdyś prowadzone przez Węgrów. Podczas naszej akcji pierwsze nurkowanie przeprowadził Mirek, a następnie po nim Maciek. W transporcie pomagał Andrzej. Pierwszy syfon ma długość kilkunastu metrów i rozwija się w kierunku NNE. Około 5 m od wejścia znajduje się zacisk, którego pokonanie wymaga odpowiedniego ułożenia ciała i sprzętu. Drugi syfon oddzielony jest obszernym bąblem powietrza. Dno syfonów jest piaszczyste. Maksymalna głębokość wynosi 7 m. Dalsza droga wiedzie suchą, pochyłą szczeliną. Trzeci syfon ma długość zaledwie około 2 m. Dalej po przejściu wąskiej szczeliny wchodzi się do jeziorka przechodzącego w korytarz o piaszczysto - gliniastym dnie. Wystające ze stropu poprzeczne żylety zamykają dalszą drogę po około 5 m i głębokości 5 m. Zastana przez nurków przejrzystość wody była dobra i wynosiła do 10 m. Wydaje się, że nurkowanie w syfonach prowadzących pod prąd można uznać za zakończone.

Plan syfonów w jaskini Biserica Scoachii
Opisane wyżej nurkowania można uznać za sukces wyprawy. Nastąpił postęp w eksploracji głównego celu oraz dokonano rekonesansu w dwóch interesujących miejscach. Niestety ostatniego dnia nurkowań zdarzył się fatalny wypadek.
Czwartego października z nurkowania w Tauz nie wynurzył się Rafał Garski. Tragedia ta wstrząsnęła nami dogłębnie. Rafał był naszym przyjacielem, towarzyszem naszych działań, tak jak my kochał nurkowanie. Ciągle trudno uwierzyć, że odszedł na zawsze. Zachowajmy Go w naszej pamięci.
Andrzej Szerszeń
Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
|