Subskrybuje zawartość


Nasze zdjęcia!


Bihor - zima 2001

W lutym 2001 udało się w końcu zorganizować kolejną wyprawę do Rumunii w Góry Bihor. Wzięli w niej udział nurkowie Wiktor Bolek, Maciej Czykierda, Rafał Garski (Sopocki KTJ), Rafał Górecki, Norbert Ziober oraz grotołazi poruszający się po jaskiniach wypełnionych powietrzem : Maciej Odrowąż-Mieszkowski, Danuta Nowak, Marcin Wójcik (pozostali SG Wrocław). Głównym celem wyprawy była dalsza penetracja syfonów w dolinie Gîrda Seaca. Podczas wyprawy zorganizowanej rok wcześniej zaskoczyły nas olbrzymie śniegi. Warstwa białego puchu sięgała 2 metrów. W tych warunkach udało się wtedy dotrzeć ze sprzętem nurkowym tylko do najniżej położonego wywierzyska Coteţul Dobreştilor. Wraz z nadchodzącą odwilżą wzrastał strumień wody wypływającej z tego wywierzyska. W tych nie najlepszych warunkach udało się przepłynąć 240m z 300m znanego odcinka, przy maksymalnej głębokości w pierwszym przegięciu -50m. W bieżącym roku sytuacja zapowiadała się także nie lepiej. Zima była ciepła. Na miejscu należało się spodziewać wiosennych roztopów i ogromnych przepływów w syfonach. Ponieważ wszystko było już zorganizowane, postanowiliśmy nie odwoływać wyjazdu. Z kraju wyjeżdżaliśmy jednak bez większych nadziei na podjęcie eksploracji.

Kierownik wyprawy
Kierownik wyprawy

Po przybyciu na miejsce śnieg w rumuńskich górach zaskoczył nas ponownie. Tym razem nie było go w cale. Naprawdę, pola były szarobrunatne a asfalt czarny. Jedynie gdzie niegdzie, w zacienionych miejscach od północnej strony widać było łachy zmrożonego śniegu. Jednym słowem niemalże wiosna. Jednak brak śniegu miał i swoje dobre strony. Można było dotrzeć samochodem nie tylko do Dobreştilor ale także i do wywierzyska Tauz, które jest położone ok. 10 km od wylotu doliny. W zeszłym roku musieliśmy wynajmować konia z saniami, co pozwalało nam po ciężkiej walce docierać tylko do pierwszego wywierzyska. W tym roku z transportem nie było żadnego problemu. Z niepokojem pojechaliśmy obejrzeć przepływy w wywierzyskach. Wody było dużo, ale na szczęście nie było jej monstrualnie dużo. Stwarzało to możliwość zanurkowania.

Pierwsze nurkowanie przeprowadziłem z Maćkiem Czykierdą w Tauz. W tym wywierzysku nurkowali już Czesi w 1988 i Francuzi w 1993. Poznano wówczas pierwszy syfon o głębokości -13m, który prowadził do komory z podziemnym jeziorem. Z tego jeziora odchodził łagodnie opadający w dół drugi syfon. Czesi osiągnęli w nim głębokość -70m, stwierdzając, że odcinek na głębokości 60-70m jest bardzo ciasny. Francuzi osiągnęli w drugim syfonie jedynie -32m. Nie popłynęli dalej ze względu na bardzo słabą widoczność.

Po nurkowaniu
Po nurkowaniu

Po kilku latach w syfonie nie było poręczówek pozostawionych przez poprzedników. Widoczność była słaba około pół metra, ale co ważniejsze prąd, mimo że wyczuwalny, nie utrudniał poruszania się pod wodą. Przy takiej widoczności początkowy odcinek pierwszego syfonu sprawiał trudności orientacyjne. Musiałem opłynąć dwa duże kamienie, aby wpłynąć do głównego ciągu. Dalej było już szerzej i bez problemów wynurzyłem się w komorze. Zastabilizowałem poręczówkę. Zanurzyłem się ponownie w jeziorku i popłynąłem w kierunku drugiego syfonu. Widoczność dalej była bardzo słaba. Płynąłem prawie po omacku. Dno opadało szybciej po lewej stronie. Z początku było pokryte drobnym żwirem. Po chwili zorientowałem się, że w najgłębszym miejscu przekroju korytarza dno jest wypełnione mułem przemieszanym z kawałkami drewna. Nie było to najlepsze miejsce aby zostawić poręczówkę. W zasięgu dotyku nie było żadnej możliwości zastabilizowania. Postanowiłem wrócić do komory i rozpocząć poręczowanie wzdłuż prawej ściany. Tu przynajmniej na dnie był żwirek, ale ściany z litej skały nie ułatwiały poręczowania. Po 40 minutach bełtania mętnej wody osiągnąłem limit powietrza. Na -6m zawiązałem ostatni punkt odległy od jeziorka wejściowego o 60 poręczówki. W komorze jeszcze dowiązaliśmy z Maćkiem linkę wychodzącą nad lustro wody, tak aby w każdych warunkach można było odnaleźć poręczówkę prowadzącą do jeziorka wejściowego.

Po tym nurkowaniu humory znacznie nam się poprawiły. Okazało się, że można nurkować. Co prawda warunki nie są najlepsze, ale powoli można przedzierać się naprzód. Na kolejne nurkowanie w Tauz zabrałem nową porcję poręczówki oraz ciężarki ołowiane pozwalające stabilizować linkę, nawet na żwirku. Ponadto w komorze do głównej poręczówki doczepiliśmy na luźnej lince plastikową butelkę spełniającą rolę bojki. Rozpocząłem poręczowanie od ostatniego punktu na -6m. Widoczność dalej była słaba. Płynąłem po prawej stronie korytarza na wschód. Nagle znalazłem się w ciasnej przestrzeni. Była to wąska szczelina bez możliwości dalszej penetracji! Powoli wycofałem się z tego miejsca. Na szczęście była to tylko ślepa komora. Główny korytarz szedł na północ. Stabilizując okazjonalnie poręczówkę osiągnąłem bez przeszkód -35m. Nie było tu żadnego zwężenia, o którym wspominali Francuzi. Gdy w tym miejscu zostawiłem ciężarek, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że droga do większych głębokości stoi otworem.

Kolejne nurkowanie zaplanowaliśmy na -75m, już z wykorzystaniem trimixu. Na -6m zostawiliśmy butlę tlenową na dekompresję. Problem mogło być zwężenie korytarza poniżej -60m, o którym wspominali Czesi. Tym razem Maciek zanurkował jako pierwszy i pociągnął poręczówkę do -45m. Do tego miejsca korytarz nie zmieniał charakteru. Przepływ wody w syfonie jakby zmalał a widoczność poprawiła się. Na -45m przeszedłem na trimix, dowiązałem kolejną poręczówkę. Korytarz dalej łagodnie opadał w dół. Może zbyt łagodnie. Głębokość zwiększała się bardzo powoli. W środku korytarz był wystarczająco wysoki. Jednak przy ścianach obniżał się. Wpłynięcie w takie miejsce przy słabej widoczności mogło sprawiać wrażenie ciasności. Głębokość -70m osiągnąłem, gdy już zużyłem limit mieszanki przeznaczony na penetrację. Ciężarek na końcu poręczówki zastabilizowalem na -72m. Podczas powrotu okazało się, że poręczówka ułożyła się blisko ściany, gdzie korytarz był niski. Dało się w tym miejscu przepłynąć, ale przeszorowałem butlami po stropie. Dalszy powrót odbył się już bez żadnych niespodzianek.

Droga do dalszej eksploracji stała otworem. Jedyna istotna trudność polegała na braku możliwości dobrego zaporęczowania. Dno korytarza na całym odcinku pokrywał sypki żwirek. Przy ścianach było zbyt ciasno, aby szukać punktów do stabilizacji. Ciężarki również nie rozwiązywały problemu. Osuwały się pod własnym ciężarem po niestabilnym żwirku, co powodowało naciąganie poręczówki.

Załóż się, <censored>!
Załóż się, <censored>!

Ze względu na ilość zabranego helu, na tym wyjeździe mogliśmy przeprowadzić jeszcze tylko jedno nurkowanie na głębokość rzędu 70-80m. Przygotowałem dwie mieszanki trimixowe oraz nitrox w butlach depozytowej i rezerwowej. Przed drugim stopniem automatów na butlach depozytowych zastosowaliśmy złączkę odcinającą (element znany również jako FCD - Freeflow Control Device). Pozwala to na skrócenie do minimum operacji zostawiania butli, ponieważ nie trzeba zakręcać ani otwierać zaworu na butli. W międzyczasie okazało się, że widoczność w syfonie uległa dalszej poprawie. Podczas rozstawiania butli i poprawiania oporęczowania przed głównym atakiem, koledzy skorzystali z okazji i wykonali głębokie nurkowania na powietrzu. Rafał Górecki zanurzył się na -66m, a Maciek Czykierda i Rafał Garski na -60m.

Podczas głównego ataku dowiązałem się do poprzedniego punktu i zacząłem zanurzać się głębiej. Jednak szybko wyłoniło się przede mną zwężenie korytarza. Na stropie uformował się swojego rodzaju garb, który biegł przez całą szerokość korytarza. Przekrój był w tym miejscu niski ale szeroki. Byłem na -74- -75m. Dostępna przestrzeń stwarzała możliwość przepłynięcia. Obróciłem się płetwami w dół i przeszedłem przez zwężenie bez problemów. Dalej korytarz opadał łagodnie w dół. Głębokość przyrastała powoli. Po lewej stronie pojawił się w stropie kolejny garb. Jednak w prawo otwierała się przestrzeń. Na dnie ukształtowało się coś w rodzaju wydmy. Przepłynąłem w prawo przez grań uformowaną ze żwiru. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ta czynność możę zmienić ułożenie poręczówki w przewężeniu. Nie miałem wystarczającej ilości ciężarków ani czasu, by ten odcinek dobrze zaporęczować. Wykorzystałem już prawie całą mieszankę przeznaczoną na penetrację. Zbliżyłem się do granicy 80 metrów. Komputer wskazał maksymalną głębokość -79.4m. Zastabilizowałem ciężarek i ropocząłem powrót. Czekało mnie jeszcze przejście przez przewężenie. Położyłem się ostrożnie na żwirku i delikatnymi ruchami przesuwałem się do góry. Przeszedłem bez problemu. Lekko tylko dotknąłem butlami stropu. Dekompresję rozpocząłem na -21m. Musiałem jeszcze spędzić w wodzie godzinę zanim mogłem wreszcie wynurzyć się.

Perspektywy eksploracji w wywierzysku Tauz rysują się bardzo dobrze. Syfon okazał się na tyle przestronny, że można się w nim poruszać bez większych problemów nawet przy słabej widoczności. Problem, który pozostaje do rozwiązania, to solidne zastabilizowanie poręczówki w miejscu, gdzie korytarz jest najwyższy. Woda wypływająca z Tauz wpływa pod ziemię w jaskini Coiba Mare. Również i tam można nurkować. Kilkanaście lat temu osiągnięto tam głębokość ok. -40m. Obydwie jaskinie dzieli odległość ok. 2km. Obecność w drugim syfonie Tauz sporych fragmentów drewna sugeruje, że połączenie może być wystarczająco duże, aby człowiek mógł przez nie przepłynąć. Eksploracja takiego odcinka przy głębokościach rzędu 80m zapowiada się ekscytująco ;)).

Uczestnicy wyprawy
Uczestnicy wyprawy

Z Rumunii wracaliśmy zadowoleni. Tauz stało się najgłębszym syfonem w tym kraju. Ponadto wykonano szereg głębokich nurkowań na powietrzu. Udało się uzyskać niezłe rezultaty, mimo że warunki atmosferyczne wcale tego nie zapowiadały.

Wiktor Bolek


 

Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
 
Początek strony