|
|
Nurkowanie w Mokrej Dziurze wrzesień 2000
W dniach 23-24 września 2000 została zorganizowana akcja nurkowa w jaskini Mokra Dziura w Dolinie Jaworzyńskiej w Tatrach Wysokich. Wzięło w niej udział dwu nurków: Wiktor Bolek i Norbert Ziober (SG Wrocław). Grupa pomagająca w transporcie składała się z następujących osób: Stano Pavlarčik- kierownik, Igor Michlich, Peter Knaus, Jan Tencer, Jozef Leščak, Jan Zibura, Luboš Vnenčak.
Poprzednie nurkowanie zostało przeprowadzone w marcu 2000. Udało się wówczas założyć 80m poręczówki poczynając od dna studni wejściowej (-15m). Dalszą penetrację uniemożliwiła wówczas bardzo zimna woda (10C), która powodowała bardzo szybkie zamarzanie automatów.
Podczas nurkowania we wrześniu należało oczekiwać, że woda w syfonie będzie cieplejsza. Jak wskazują dotychczasowe obserwacje, część wody do syfonu dostaje się z potoku płynącego dnem doliny. Te przypuszczenia potwierdziły się. Woda miała temperaturę 40C w dniu 23.09 oraz 30C w dniu 24.09. Spadek temperatury był wynikiem nocnego przymrozku.
W dniu 23.09 pierwsze nurkowanie wykonał Norbert z dwoma butlami po 8l. Dopłynął na 80-ty metr - na koniec poręczówki zostawionej tu przez nas w marcu. Dowiązał poręczówkę z nowego kołowrotka. Niestety nie był w stanie prawidłowo odblokować korbki i linka wysuwała się z kołowrotka z bardzo dużymi oporami. Spowodowało to zerwanie poręczówki z wcześniej zastabilizowanych punktów. Po rozwinięciu ok. 10m Norbert stwierdził, że nie da się tak płynąć dalej. Zostawił kołowrotek i wrócił.
Kolejne nurkowanie tego samego dnia wykonał niżej podpisany. Dopływając do 80-tego metra zauważyłem, że poręczówka jest mocno naciągnięta i wchodzi w ciasną część korytarza na zakręcie w prawo. Kołowrotek wziąłem na 90-tym metrze. Odblokowałem korbkę i popłynąłem dalej. W przeciwieństwie do wcześniejszych relacji (Kucharovič), dno nie było niestety wolne od osadów. Zwłaszcza po lewej stronie korytarza gromadził się piasek zmieszany z drobinami najprawdopodobniej pochodzenia organicznego. Po prawej stronie dno stanowiła czysta, lita skała. W odległości 100-110m z dna wystawał skalny garb, który w zasadzie rozdzielał korytarz na dwie części. Po lewej strop był bardzo nisko nad dnem pokrytym osadami. Natomiast po prawej było przestronnie i bez żadnych osadów. Było to doskonałe miejsce do zastabilizowania poręczówki. W tym miejscu zastabilizowali swoją poręczówkę moi poprzednicy. Na nieszczęście prąd wody musiał ją zerwać z następnych punktów, tak że zwoje luźnej linki oplątywały ten cały garb i lekko falowały na prądzie. Zaplątanie się w coś takiego mogłoby się skończyć tragicznie. Nie mając drugiego kołowrotka, na który mógłbym nawinąć starą poręczówkę, nie mogłem posprzątać tego miejsca. Nową poręczówkę zastabilizowałem jednak tak, aby w żadnym punkcie nie krzyżowała się ze starą. Popłynąłem dalej. Lewa strona korytarza w dalszym ciągu była pokryta osadami, a dno po prawej (bardziej strome) było lite. Korytarz wznosił się do góry. Nie było żadnych punktów, gdzie mógłbym zastabilizować poręczówkę. Wykopałem więc z piasku granitowy otoczak, który przymocowałem za pomocą gumki do poręczówki. W odległości 150m osiągnąłem limit posiadanego powietrza i zawróciłem.
W dniu 24.09 pierwsze nurkowanie również wykonał Norbert. Głównym celem tego nurkowania było uporządkowanie nowej poręczówki na odcinku między 60 a 100 metrem oraz zwinięcie starej poręczówki. Norbert planował najpierw popłynąć na przodek, a porządki zrobić w drodze powrotnej. Gdy dopłynął za garb na 120-130 metr zamarzł mu jeden z automatów. Z butli uciekało mu błyskawicznie powietrze. Nie namyślając się wiele Norbert rozpoczął natychmiastowy powrót. Jednak przepływając w pośpiechu koła garbu popełnił błąd. Chciał go minąć po niskiej stronie, gdzie dno było pokryte osadami i gdzie znajdowała się większość zwojów starej poręczówki. Płynąc z uciekającym z butli powietrzem, już w lekkiej panice, zaplątał się w luźne zwoje starej linki. Uderzył w dno, zmącił kompletnie wodę, woda zaczęła zalewać mu maskę. Na szczęście opanował sytuację. Przedmuchał maskę. Prąd wody uniósł wzburzone osady i poprawił nieco widoczność. Przy pomocy nieocenionego, ogrodniczego sekatorka wyciął się z linki. Na szczęście zaplątał się tylko w starą poręczówkę. Po wycięciu się nowa linka pozostała na swoim miejscu. Dzięki niej mógł bezpiecznie wrócić na powierzchnię z jedną butlą całkowicie pustą.
Rozpoczynając kolejne nurkowanie spodziewałem się totalnego chaosu pod wodą. I nie omyliłem się. Do 50m, gdzie zostawiłem butlę depozytową, wszystko jeszcze było dobrze. Jednak dalej nasza poręczówka była jeszcze bardziej niż poprzednio wciśnięta w ciasne miejsce na zakręcie. Ponadto wielokrotnie krzyżowała się z luźnymi zwojami starej poręczówki. Na 110m okolice garbu wyglądały jak pobojowisko. Na szczęście nowa poręczówka była nienaruszona i w dostatecznej odległości od zdradliwych zwojów starej poręczówki. Popłynąłem dalej. Miałem zestaw 2x10l, który powinien pozwolić na o wiele dalszą penetrację niż poprzednio. Na 150m podjąłem pozostawiony tam poprzednio kołowrotek. Korytarz wznosił się do góry aż do -17m w odległości 180m. Tu dno wypłaszczyło się. Nie było żadnych śladów poręczówki po poprzednikach. Ku mojemu zdumieniu korytarz szedł dalej w dół i nieco się zwężał. Było to w jawnej sprzeczności z tym co oglądałem na rysunku. Dopiero po pewnej chwili dostrzegłem po prawej stromą pochylnię idącą do góry. Zacząłem szukać punktu do zastabilizowania poręczówki. Zajęło mi to 2-3 minuty. Po czym popłynąłem do góry. Korytarz był przestronny. Po lewej zwężał się jednak i stawał się bardzo niski z dnem porytym osadami. Najważniejsze było, aby nie dopuścić, by poręczówka została wciągnięta w to miejsce. Płynąc cały czas po prawej stronie wynurzyłem się do -10m. Pochylnia kończyła się tu ciasną, niską szczeliną w dodatku pokrytą organicznymi osadami. Można jednak było płynąć dalej w lewo. Opłynąłem obły filar. Znalazłem się w salce, która wieńczyła lewą część pochylni. Z kołowrotka odwinął się właśnie marker oznaczający 200m. Znalazłem odpowiednie otoczaki do zastabilizowania poręczówki. Na tym postanowiłem zakończyć penetrację. Nie zauważyłem żadnych śladów poręczowania przez poprzedników. Z tej salki można byłoby płynąć jeszcze trochę do góry, ale tam przestrzeń zwężała się i nie wyglądało to zachęcająco. O wiele lepiej wyglądały perspektywy eksploracji w poziomie, gdzie co prawda, korytarz stawał się węższy niż poprzednio i miał nieregularny charakter, to jednak widać było kilka metrów przestrzeni. Po stwierdzeniu tych faktów rozpocząłem powrót. Woda była częściowo zmącona. Zwłaszcza organiczne drobiny wzniesione z dna pogarszały widoczność. Koło garbu przepłynąłem z właściwej strony. Dalej było gorzej. Źle ułożona poręczówka powodowała, że musiałem cały czas szorować butlami po stropie. Widoczność poprawiła się dopiero przed studnią wejściową. Wynurzyłem się bez konieczności wykonywania dekompresji.
Podsumowując, podczas czterech przeprowadzonych nurkowań udało się rozciągnąć poręczówkę do 200 metra. Ponieważ poprzedni zespół relacjonował przepłynięcie 195m, to można pokusić się o stwierdzenie, że odkryto 5-10 metrów nowego terenu. Przy tym stwierdzeniu należy uwzględnić, że wstępna część studni wejściowej nie wchodzi do tego 200m odcinka poręczówki, oraz to, że teraz poręczówka mogła zostać poprowadzona inaczej - na pewno było więcej razy stabilizowana. Ponadto od garbu nie natknąłem się na żadne ślady poprzedniego poręczowania, co utrudnia porównanie osiągniętych punktów. Maksymalna głębokość odczytana z komputerów Aladin wynosiła 31.5m.
Dalsza eksploracja będzie jednak wymagała dokładnego uporządkowania poręczówki na pierwszym odcinku, tak aby w razie jakiejkolwiek stresowej sytuacji poręczówka wskazywała bezpieczny powrót na powierzchnię.
Wiktor Bolek
Copyright © 2004 Grupa Nurków Jaskiniowych KTJ PZA, ver. 6.0
|
 |